MITY CIĄŻOWE… Temat rzeka. Każdy z nas na pewno zetknął się z niejednym, bo nie trzeba być kobietą w ciąży, żeby je znać. Podchodziłam do nich zupełnie obojętnie, ale kiedy zaszłam w pierwszą ciążę zaczęła się jazda bez trzymanki. Mity, mity, mity, zewsząd. Oczywiście ich prawdziwą fabryką jest przede wszystkim starsze pokolenie. I choć do ludowych mądrości, a w zasadzie ich wyznawców, całe życie miałam szacunek, to ciążowe mity rozwaliły mnie jednak na łopatki. Na liście moich ulubionych znalazły się m.in.:
Nie zaglądaj przez „judasza” ani dziurkę od klucza, bo dziecko będzie zezowate!
Nie jedz słonecznika, bo dziecko będzie piegowate!
Jak widzisz rudego człowieka, to się uszczypnij, bo inaczej dziecko będzie rude!
Całą ciążę zastanawiałam się, czy w XXI wieku są jeszcze kobiety, które się do tych wskazówek stosują. Ale dziś nie o nich.

Przedstawicielką wspomnianego wyżej starszego pokolenia jest Gienka. Gienka jest sąsiadką moich rodziców, mieszka na wsi liczącej nie więcej niż 300 mieszkańców, może ze 320 jak się na weekend zjedzie rodzina. Sklep w owej wsi zamknęli i odtąd każda wrona nad nią zawraca, kiedy już tam doleci. Lokalnej społeczności Gienka jest bardzo dobrze znana między innymi z tego, że mówi to, co myśli. Chociaż mnie się wydaje, że Gienka po prostu mówi zanim pomyśli. Do Gienki plotki zawsze docierają najszybciej, a kiedy już dotrą, to rozprzestrzeniają się z mocą, której może Gience pozazdrościć BBC. Genowefa we wsi jest lubiana, piecze nieziemskie ciasta, a na jej zamiłowanie do wszelkiego rodzaju newsów (zwłaszcza dotyczących życia prywatnego sąsiadów) już mało kto zwraca uwagę.

W zasadzie można śmiało stwierdzić, że w każdej wsi, mniejszej lub większej, taka Gienka mieszka. Kobiety pokroju Genowefy często można spotkać w sklepie spożywczym (jeśli jest), w maju na majówce, w czerwcu na czerwcówce, a w październiku na różańcu.

Tak i ja na Gienkę trafiłam w samym centrum wsi pod przystankiem autobusowym. Towarzyszyła mi mama i brzuch ciążowy słusznych rozmiarów, chyba ósmy miesiąc.

– Oooo, Agatka, przyjechałaś! – wyraźnie zadowolona Gienka biegła w naszą stronę. Wolni słuchacze w piękny letni dzień to coś, o czym mogła marzyć.

– Tak, pani Gieniu, przyjechałam, dzień dobry.

Genowefa stanęła przy nas nie zwracając większej uwagi na moją mamę. Badała mnie wzrokiem, któremu dopomagają na co dzień sporej grubości okulary. Oczywiście kurtuazja, wymiana uprzejmości. Ja że ładny dzień i fajne to lato; Gienia, że dobrze tak, że dzidziuś i że pewnie dziadkowie zadowoleni. Nagle bez jakiegokolwiek zawahania, wiedząc, że mam urodzić dziewczynkę, Gienka wypala:

– Ale urodę ci córka zabrała! Od razu widać, że będzie dziewczynka!

No cóż… Miłe to nie było, zwłaszcza że przez te wszystkie miesiące ciągle słyszałam, że ten stan mi służy i że pięknie wyglądam. Genowefa mogła być innego zdania i chociaż było mi przykro, postanowiłam jej wybaczyć. Chyba dlatego, że nie spodziewałam się, co wydarzy się jeszcze tego samego dnia. Tutaj pojawia się druga bohaterka opowieści: Regina. Mieszkanka tej samej wsi, podobna Gience grupa wiekowa, dobra koleżanka mojej mamy. Regina wykazała się lojalnością, ale też niepohamowaną ciekawością, bo zadzwoniła do mojej mamy z ważną informacją. Dowiedziała się bowiem od Gienki, że w ciąży okropnie zbrzydłam i ledwo mnie poznała. Regina oczywiście nie wierzy w te doniesienia, ale grzecznie pyta, czy może przyjść i sprawdzić. Osobiście.

Kiedy doszło do oględzin czułam się co najmniej dziwnie. Po przyjściu do domu moich rodziców Regina skradała się w moim kierunku, jakby bała się, że mój widok z bliska może ją przerazić. Studiowała mnie chwilę badawczym wzrokiem, a potem (jakby z ulgą) krzyknęła w stronę mojej mamy:

– Ty, jakaś pierdolnięta ta Gienka!

Tu kurtyna.

Regina pozostawiła we mnie resztki nadziei, że jednak do Quasimodo mi daleko. Jednak nie zmienia to faktu, że takie jest właśnie społeczne podejście do kobiet w ciąży. Traktuje się je trochę jak dobro publiczne. Głaskanie po brzuchu, bezceremonialne wygłaszanie opinii i te właśnie szkodliwe mity. Dobrze jest jednak wcześniej pomyśleć, że jeśli nikogo nie raczymy takimi tekstami, to powinniśmy odpuścić również kobietom w ciąży. Nie witamy się przecież na święta z wujkiem Edkiem słowami: „Wuuujek! Aleś zbrzydł przez ten rok! I ten bebzol! Parę piwek pękło, co”? No, to tego. Pamiętajcie, kobieta w ciąży – też człowiek 😉

A tak wyglądałam jako brzydka baba w ciąży. 8 miesiąc, w środku Hanna <3

tytuł cel

Jak kto ma sprawę, to rzucam wszystko i pędzę odpisać. Chyba, że w ręku mam akurat dziecko albo Milkę truskawkową, to mail będzie musiał poczekać. Tak, czy owak – zapraszam do kontaktu: a.kunderman@gmail.com albo tutaj:

Jeśli wypłata nadciąga z odsieczą dopiero za kilka dni, kup dzisiaj, zapłać później!